Nowe świata tworzenie?

Polska, czyli Dormant State

Trwa wielka  i złożona w swoich przejawach bitwa o dominację nad Wyspą Świata. Terenem bezpośredniego zwarcia amerykańsko – chińskiego – przy niezmiernie ważnym współudziale Rosji, czyli graczy prymarnych –  jest Euroazja z podbrzuszem afrykańskim.  Ale w istocie przestrzenią obejmującą teren walki głównych protagonistów jest cały glob. Władza i kontrola nad nim. Trwają przygotowania do finałowego wyłonienia – za pomocą środków politycznych lub militarnych – zwycięzcy z rywalizacji o jedynowładztwo planetarne.

Z tej rekonstrukcji porządku światowego wyłoni się albo świat wielocentryczny, albo   świat posiadający suzerena jedynego. Albo Rzym pozostanie Rzymem jedynym, w pełnej krasie, albo będzie musiał podzielić się z Kartaginą swoją strefą wpływów.

Istotą polityki polskiej w obliczu bieżących zdarzeń powinno być odpowiednie balansowanie, aby – tak ja się to dzieje obecnie – zbyt szybko, w ciemno niemal,  nie opowiadać się po jednej ze stron konfliktu, jednocześnie oferując rzucenie na szalę resztek swoich zasobów ludzkich i  materialnych.

Tym, którzy żyją w sferze iluzji politycznych i sądzą, że drastyczne rozwiązania problemów stojących przed głównymi graczami są mało prawdopodobne, warto przytoczyć ponadczasową opinię wybitnego, z punktu widzenia niemieckich interesów, socjalistycznego polityka, który na poufnym posiedzeniu w Obersalzbergu tak mówił na dwa tygodnie przed wybuchem II wojny światowej do dowódcy niemieckich wojsk lądowych generała pułkownika von Brauchitscha i szefa sztabu generała Franza Haldera: „Najważniejsze jest uznanie faktu,  że nie ma sukcesów politycznych ani wojskowych bez ryzyka; politycznych – ponieważ należy pokonywać opory; wojskowych – ponieważ trzeźwa kalkulacja często wskazuje na możliwość niepowodzeń.” Jeśli Waszyngton lub Pekin na którymś etapie dojdzie do przekonania, że gra warta jest podjęcia ryzyka, przejdą od obecnej fazy przygotowawczej (pre-war period) do fazy zasadniczej, którą  nazwać można fazą wojny (war period).

Rozpychające się i coraz bardziej asertywne Chiny Waszyngton próbuje zneutralizować poprzez dwa wielkie projekty o charakterze wybitnie geopolitycznym – pomimo nazw i przeznaczenia: Transatlantyckie Partnerstwo w Handlu i Inwestycjach (TTIP) oraz Transpacyficzne Porozumienie Handlowe (TIP). To garota, którą w sposób wysublimowany Ameryka chce nałożyć na szyję Pekinowi. To ucieczka do przodu imperium amerykańskiego w obliczu słabnięcia jego pozycji hegemonicznej.  Nowa wielka sieć powiązań ekonomiczno-politycznych, która ma zapewnić Stanom Zjednoczonym dalszą pełną kontrolę nad handlem światowym i nad zasobami światowymi na warunkach amerykańskich.

Chińską odpowiedzią m.in. jest Azjatycki Bank Inwestycji infrastrukturalnych,  Bank Wspierania Rozwoju Regionalnego BRICS, Fundusz finansowy krajów BRICS  oraz flagowy chiński program: Nowy Jedwabny Szlak. Poza zasadniczym celem tych chińskich projektów, tj. utworzeniem alternatywnego  bieguna wobec globalnych instytucji kontrolowanych przez USA jak  MFW czy  Bank Światowy –  dzięki któremu  Chiny staną się centrum handlu i gospodarki –  jest  także zdominowanie Euroazji i Afryki, zbudowanie pasa transfuzyjnego pomiędzy Europą a Chinami, a finalnie – przeistoczenie się w hegemona w istocie kontrolującego ład światowy.

Chińczycy nie chcą już trzymać nisko głów. Rozpoczęły za prezydentury Xi Jinpinga prawdziwy geostrategiczny Wielki Marsz, zgodnie z chińską tradycją nacechowany strategiczną cierpliwością oraz konsekwentnym zmierzaniem do celu. To wielki problem dla Waszyngtonu, któremu naprawdę zaczyna się śpieszyć i który nie ma wiele czasu na odpowiednie reagowanie. Tak czy inaczej, najpoważniejszą decyzją, która stoi przed ścisłą amerykańską elitą władzy, a która będzie miała konsekwencje dla całego świata, wydaje się, nie tyle kwestia: czy uderzyć wyprzedzająco, tak aby mieć inicjatywę strategiczną i na swoich zasadach konstruować nowy porządek na zgliszczach starego, lecz: kiedy uderzyć.

 

Cała globalna gra oparta jest na przekonaniu stron, że „my wiemy, ze wy wiecie, że uderzymy w was z chwilą, kiedy uznamy, że tradycyjnymi, pozamilitarnymi środkami nie będziemy w stanie zastopować waszej ekspansji zagrażającej naszej unipolarnej pozycji. Udawajmy zatem na razie, że wy szczerze twierdzicie, a my w to wierzymy, że budowanie chińskich stref wpływów nie zagraża interesom amerykańskim, a my dodatkowo na niby przyznawać będziemy, że póki poruszacie się w ramach reguł narzuconych przez Amerykę, to uznajemy, ze wszystko jest OK.” Choć, poza skończonymi bałwanami, frajerami, zdrajcami i agenturą, zagrażającą nie tyle nawet naszej racji stanu, naszym życiowym interesom, ile biologicznemu bytowi naszego narodu, jaką są tzw. elity polskie, wszyscy w świecie doskonale sobie zdają sprawę, że właśnie geostrategiczna sytuacja  daleka jest od OK…

 

***

Polska od 25 lat jest klasycznym przykładem tzw. Dormant State. Jest bytem trwającym w zawieszeniu, ułudzie, uśpieniu. Zawiesili nas –  jak piękny niegdyś płaszcz znaleziony  gdzieś na polach –  w tożsamościowej poczekalni. W przedpokoju politycznym. Tkwimy w tym Dormant State, w stanie uśpienia, bycie-niebycie, jak ozimina czekająca po śniegiem na swój czas… Etre ou paraître.  Być czy wydawać się? Zdrajcy i zaprzańcy wmawiają nam, że jesteśmy, kiedy w istocie wydajemy się zaledwie. Nasze szanse, nasza niepodległość, podmiotowość, suwerenna polityka są jak sen, który oddala się i powoli znika z pamięci i trzeba siły  oraz chwili oddechu, aby tuż po przebudzeniu zapisać je w zeszycie, aby nie uleciały i nie znikły w gorzkiej otchłani niepamięci…

Współuczestnicząc biernie w procesie wykuwania nowego ładu globalnego, jesteśmy w sposób skrajny, z racji braku własnej  podmiotowości i suwerenie prowadzonej polityki zewnętrznej i wewnętrznej, narażeni na dalszą pogłębiającą się  dekompozycję resztek naszych zasobów, utratę jakiegokolwiek potencjału znaczeniowego, co prowadzić będzie do dalszej desuwerenizacji Polski, aż po całkowitą utratę prawa do samostanowienia, zupełną dekonstrukcję państwa, które z wielkiej łaski i dla naszego dobra – jak to będzie nam intoksykowane do głów – będzie musiało zostać objęte protekcją innych podmiotów, przez co, jak to zgrabnie było ujęte w traktatach rozbiorowych, wydobędzie się nas z morza chaosu i schyłku. Obecne tzw. elity polskie, opozycja i partie rządzące, jak i tzw. „antysystemowcy” nie ukrywają, że stanowią jedynie arywistyczne grupy przykładnie wykonujące polecenia państw obcych. Nie ma tu żadnej różnicy pomiędzy Grzegorzem Schetyną, Waldemarem Pawlakiem, Pawłem Kukizem, Bronisławem Komorowskim, Jarosławem Kaczyńskim, Andrzejem Dudą, czy Januszem Palikotem i Leszkiem Millerem.

Polska polityka zagraniczna, która poza chaotycznym, reaktywnym działaniem, właściwie nie istnieje od 25 lat, opiera się na kilku fundamentalnych założeniach (odpodmiotowiona agentura, zwyczajni zdrajcy, łotry i zaprzańcy nie mogą przecież prowadzić w żadnej mierze podmiotowej polityki. To byłby znaczeniowy oksymoron….). Jednym z nich jest przekonanie o bezalternatywnym sojuszu z Ameryką. Warto może pokrótce przeanalizować cele strategiczne Stanów Zjednoczonych  ogłoszone w lutym 2015 roku w ich Narodowej Strategii Bezpieczeństwa, aby zrozumieć pełniej, w co i jak gra imperium, jak zamierza bronić swojej hegemonicznej pozycji i czy te cele i narzędzia stosowane przez Waszyngton są zbieżne z celami i interesami Warszawy.

 

Opublikowana w połowie lutego br. trzydziestostronicowa nowa wersja amerykańskiej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa jest jedną wielką apoteozą potęgi i dominacji Waszyngtonu nad światem. Imperium kontratakuje. Ten dokument, istotny w warstwie politycznej, symbolicznej i cywilizacyjnej, gloryfikuje trzy narzędzia niezbędne do panowania globalnego, jasno i precyzyjnie opisuje słynną triadę przemocową Ameryki używaną niezmiennie od 1917 roku z różnym natężeniem i przy zastosowaniu różnych technik oraz przy złożonym rozkładaniu akcentów:

amerykańską armię, amerykańską ekonomię oraz  amerykańskie wartości.

Na tych trzech kamieniach węgielnych ufundowana jest cala strategia Stanów Zjednoczonych na najbliższe lata. Były, są i będą one niezmiennymi kluczowymi elementami  potrzebnymi do wykuwania nowego porządku światowego. To manifest woli mocy, niepozostawiający złudzeń amerykańskim adwersarzom, kto  ma prawo do jedynowładztwa.

America must lead”- mówią twórcy  dokumentu.  „Jako Amerykanie –  stwierdzają autorzy strategii –  zawsze czymś się różnimy, ale to, co nas jednoczy, to narodowy konsensus, że amerykańskie światowe przywództwo pozostaje niezastąpione.”  Ten kwit pełen korporacyjno – polityczno – postępackiej nowomowy poniekąd przypominający swoją filozofią deklaracje sowieckie o wyjątkowości Sowietów oraz szczególnej predestynacji do przewodzenia światu, zawsze z myślą o światowym pokoju naturalnie, nie jest tylko zaklinaniem rzeczywistości i symbolem myślenia życzeniowego. Nie. Ameryka wyraźnie ogłasza, że nie da się zrzucić z najwyższej grzędy i pozostali powinni wyraźnie pojąć, że jakiekolwiek próby mające zmienić status quo skazane są na niepowodzenie. Ameryka jest gotowa do wojny i pójdzie na nią, jeśli uzna, że ktoś spróbuje uczynić ten  świat nie w pełni poddany amerykańskiej dominacji.

Obecny globalny nie-ład, tj. płynne środowisko strategiczne, z którego wyłoni się wcześniej, czy później kolejny, nie wiadomo jak długo trwający porządek międzynarodowy charakteryzuje się wg Waszyngtonu – poza wyżej opisanymi mega trendami, z których wykluwają się podtrendy –  pięcioma istotnymi  zmiennymi (transitions) mającymi ogromny wpływ na teraźniejszość i przyszłość, mającymi również duży wpływ na samopoczucie  i stany lękowe decydentów imperium.

Po pierwsze: siła, potęga używana pomiędzy państwami, ma charakter coraz bardziej dynamiczny z tendencją do eskalacji i do woli jej użycia. Pentagon przywołuje w strategii trzy przykłady: wzrost potencjału Indii (od stycznia br. wiemy, że dzięki zbliżeniu z New Delhi  Ameryce udało się rozpocząć proces rekultywacji politycznej, ekonomicznej i militarnej tego kraju,  wprowadzając go jeszcze głębiej do sfery swoich zasobów); dalej: wzrost potencjału i asertywności Chin oraz agresywna polityka rosyjska.

Po drugie:  siła, znaczenie i potencjał militarny, ekonomiczny, kulturowy przekraczają dotychczasowe schematy porządku międzynarodowego i nie są już przypisywane wyłącznie państwom narodowym. Te obszary przypisywane dotychczas państwom narodowym mogą być przejmowane przez rosnące w znaczenie duże miasta, panglobalne koncerny, silne społeczeństwa obywatelskie oraz duże grupy społeczne scalone nowoczesną technologią komunikacyjną, czyli Internetem. Te trendy naturalnie, poza wieloma ich, wydawałoby się, walorami, wpływać będą całkowicie destabilizująco na państwa słabe, takie, jak państwa naszego regionu – szczególnie na Polskę (o czym szerzej poniżej), zwiększając ich niestabilność i powiększając ich przestrzeń desuwerenizacyjną.

Po trzecie: szanse, potencjał, ale i wiele zagrożeń płyną z dynamicznie wzrastających współzależności funkcjonujących w ramach  globalnej gospodarki, szybkiego procesu zmian technologicznych, które łączą pojedyncze jednostki, grupy, rządy w niepotykany sposób ( a przecież trzeba to kontrolować, podsłuchiwać…; rosną zatem w zatrważającym tempie nie tyle koszty z tym związane, ale wymaga to coraz nowszych i przebieglej stosowanych technologii, każdy przecież podsłuchuje każdego). Ten złożony system naczyń połączonych  sprawia,  ze może stać się on  użytecznym narzędziem opresyjno-ideologicznym stosowanym wobec słabych, podrzędnych graczy. Tymi narzędziami mogą być różnego rodzaju wrzutki ideowe poruszające masową wyobraźnię, współtworzące zarówno masowe wyobrażenia, jak i lęki:  zmiany klimatyczne, cyber activity, pandemie, ponadregionalny terroryzm etc.

Po czwarte: walka pomiędzy krajami i  w ich ramach na Bliskim Wschodzie oraz w Północnej Afryce przybiera  nowe formy, następuje tam całkowita redefinicja układu sił w regionie, wielki przewrót przymierzy i tworzy się nowa gradacja potencji lokalnych, co staje się przyczyną chaosu i braku stabilności.

Po piąte: dramatyczne i gruntowne zmiany na światowym rynku energii.

Waszyngton przyznaje, ze ma interesy wszędzie, ale priorytety ma zróżnicowane i zbalansowane. Przypomina na samym wstępie, że „to Stany Zjednoczone – a nie przeciwnicy – będą definiowały charakter starcia i jak szeroki jest jego zakres.”  Narodowa Strategia Bezpieczeństwa bez ogródek tłumaczy, że Ameryka, jako supermocarstwo symultaniczne, pragnie dominować nad czterema wspólnymi przestrzeniami przepływu myśli, idei, ludzi, usług i dóbr:

  1. Cyberprzestrzenią
  2. Przestrzenią kosmiczną
  3. Przestrzenią powietrzną
  4. Przestrzenią morską

 

Waszyngton za wszelką cenę dąży do pełni władzy i kontroli nad tymi czterema wspólnymi przestrzeniami m.in. za pomocą stręczenia, wymuszania i promowania tzw. „odpowiedzialnego zachowania” w ramach tych przestrzeni. Odpowiedzialnego, zgodnego z regułami, tj. zgodnego z interesami Ameryki (rules-based system).

Cały dokument jest na wskroś antychiński i antyrosyjski. Krzyczy z każdej strony: America is rising! I w tym najważniejszym wyścigu o utrzymanie swojej dominacji na starcie wykorzystuje swoje przewagi: lepszą niż po 2008 roku sytuację ekonomiczną oraz lepszą niż w poprzednich dekadach pozycję energetyczną. Zanim Waszyngton wytoczy armaty, a przecież te – jak mawiał Hitler – „Mówią zawsze właściwym językiem” –  pragnie za wszelką cenę utrzymać swój dominujący wpływ na  światowy system finansowy oraz rozwijać high-standard trade deals, ponieważ, jak ujmuje to nowa strategia: „silna ekonomia połączona z wiodącą pozycją USA w globalnym systemie finansowym umożliwiają wzmacnianie naszego bezpieczeństwa.” Stany Zjednoczone chcą za wszelką cenę chronić integralność stworzonego przez siebie po 1945 roku światowego systemu finansowego, pragną kształtować globalny porządek ekonomiczny. Wyśmienicie używają do tego miękkiej siły, ideologii, jak np. poprzez promowanie wizji Low carbon world.

 

W Pekinie i w Moskwie zdają sobie sprawę, że ubrana w zielone, ekologiczne fatałaszki  waszyngtońska  „tzw. nowa polityka energetyczna jest kluczem dla zbudowania nowych rynków zbytu dla amerykańskich technologii i inwestycji,” jak to bezpośrednio ujmuje nowa Narodowa Strategia Bezpieczeństwa USA.

W naszym regionie idealnie w ten model ekspansji wpisują się Niemcy, używając go do wzmacniania swojej potęgi, przewagi i dominacji  nad regionem środkowoeuropejskim. Ameryka za pomocą narzucanych traktatów handlowych dąży do obniżenia ceł na amerykańskie produkty, zniesienia barier dla przepływu dóbr i usług, przede wszystkim dla amerykańskiego eksportu, ustanowienia tzw. „wysokich standardów”, aby stworzyć strefę „równych szans”, ale przede wszystkim dla amerykańskich pracowników i firm.

Waszyngton zatem – powtórzę –  m.in. za pomocą swoich sztandarowych przedsięwzięć TPP oraz TTIP chce utrzymać się w grze jako światowe centrum strefy wolnego handlu, która pokrywa 2/3 globalnej ekonomii. Pragnie zostać główną platformą produkcyjną, która będzie celem i  pierwszym wyborem inwestorów lokalnych i zewnętrznych.

 

Liderzy dnia jutrzejszego

Warto może w tym miejscu przypomnieć za analizowanym dokumentem, zwłaszcza rządzącym nami zdrajcom i niby opozycji, co jest istotą interesu narodowego . Otóż, panowie zdrajcy, durnie i złodzieje „Istotą interesu narodowego jest ochrona interesów własnych mieszkańców.” Tylko tyle i aż tyle.  „Amerykański rząd nie ma większej odpowiedzialności, niż ochrona obywateli amerykańskich.” Aby to osiągnąć hegemon nie ukrywa, że musi dominować w cyberprzestrzeni, posiadać ogromną przewagę w zakresie wywiadu, rozpoznania i zwiadu.

Oprócz wrogów, aktorów prawa międzynarodowego próbujących wywrócić ład oparty na dominacji amerykańskiej zagrożeniem dla tej  potencji są również wszelkie   niebezpieczne i skrajne ideologie (wszyscy patrioci i narodowcy!) oraz, jak to ładnie ujęte jest w tekście, z którego wylewa się postępacka nowomowa: faith-based organisations, czyli po prostu wiara. Nieważne jaka. Każda religia.

Waszyngton, który nazywa amerykańskie wartości „wartościami najwyższej próby, są one bowiem wartościami uniwersalnymi,” postrzega – podobnie jak robią to inne państwa, nawet Rosja – wszelkie ideologie oparte nie tyle na nacjonalizmie, ile przede wszystkim na wierze, za skrajne zagrożenie dla podstaw ładu światowego. Ameryka niedwuznacznie od 1945 roku używa tzw. wartości, jako jednego z narzędzi opresjonowania swoich przeciwników. To  nie armia, nie ekonomia, ale właśnie amerykańskie  „wartości są źródłem siły i bezpieczeństwa.” Dzięki nim przecież można wszędzie „bronić demokracji i praw człowieka.” Można sprawować pełną kontrolę nad ekspansją „globalnych norm.”

Głównymi grupami docelowymi, współczesnym apgrejdowanym proletariatem ponadnarodowym, poddawanym obróbce, dzięki czemu Ameryka posiadać będzie wpływ na sytuację wewnętrzną poszczególnych krajów są: kobiety, młodzież, zboczeńcy, tzw. społeczeństwa obywatelskie, dziennikarze oraz przedsiębiorcy, nazywani przez panów z Pentagonu  „liderami zmian.”

Tym, którzy opierają się „nieuniknionemu” autorzy Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA wyłuszczają: „Zmiana jest nieunikniona na Bliskim Wschodzie, w Północnej Afryce, tak jak we wszystkich innych miejscach, gdzie iluzja stabilności jest sztucznie podtrzymywana poprzez wyciszanie inaczej myślących. (…) Będziemy naciskać, aby kraje o charakterze autorytarnym wprowadzały zmiany i reformy.” Kluczem naturalnie do  dominacji nad innymi są tzw. społeczeństwa obywatelskie (w Polsce od 1989 roku szczególnie stręczone nam m.in. przez międzynarodowego grandziarza Georga Sorosa, flagową emanacją tego typu agentury wpływu jest Fundacja Batorego) oraz tzw. młodzi liderzy – czyli unowocześniona, przetransformowana panglobalna liberalna wersja komsomołu.  „ Inwestujemy w liderów dnia jutrzejszego – piszą autorzy strategii –   młodych przedsiębiorców, innowatorów, liderów zmian społecznych, tych, którzy służą swojej wspólnocie, inwestujemy w tych, którzy będą tworzyć przyszłość kontynentów.”

 

Suwerenność wyspowa, czyli: „Cała władza w ręce miast!”

Dodatkowym frontem ideologicznym globalnego komsomołu jest od pewnego czasu idea suwerenności wyspowej, symbolizowana przez rosnące w siłę i samodzielność duże miasta. Wraz z wzrastającą populacją i postępującą urbanizacją, to duże aglomeracje zyskują na znaczeniu ekonomicznym i  politycznym.

Wg wizji macherów z zaplecza, miasta są rozsadnikami nowoczesności, nowych technologii oraz „nowoczesnych wartości.” W myśl idei współtworzonej przez czarodziejów w rodzaju Benjamina Barbera (tę ideologię czujnie od początku na naszym lokalnym rynku propaguje na polskim gruncie, a jakże, Gwiazda Śmierci z ulicy Czerskiej) –  państwa narodowe są przeżytkiem.  Były szef DIA Michael T. Flynn w zeszłym roku nazwał je nawet główną porażką ( „main failure.”)

Powiększające obszar swojej samodzielności i autonomiczności miasta spełniać zatem mają wielowarstwową misję. W warstwie politycznej, dzięki ich samorządności i rosnącej sile, wspieranej często z zewnątrz, mają stać się rozsadnikiem tzw. systemów autorytarnych, rozkładającym je od środka. Panom z Pentagonu marzy się stworzenie  modelu do użytku globalnego wobec przeciwników Ameryki podobnego np. do Związku Miast Pruskich, które od wewnątrz dokonały przy współpracy z Królestwem Polskim dekonstrukcji korporacji religijnej, jaką był Zakon Najświętszej  Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

W warstwie aksjologicznej miasta mają stać się poważną, jeśli nie – jedyną,  alternatywą dla tradycyjnego  państwa narodowego. Dzięki swojej multietniczności, uwolnieniu od zobowiązań wobec większej jednolitej wspólnoty niż  tylko mieszanina kulturowo-religijno-etniczna mieszkańców danego miasta,  duże aglomeracje w tej optyce mają stać się zaczynami tzw. suwerenności wyspowej, dekonstruującej nie tylko słabych graczy, słabe państwa o znikomej podmiotowości, co samo w sobie stanowi ogromne zagrożenie np. dla państw naszego regionu – szczególnie Polski, ile model ten stać się może zaczynem intoksykowania oraz implementowania nowych podmiotów politycznych posiadających sieciową strukturę, grup etnicznych,  grup interesów w danym państwie czy  regionie poddanym tej operacji. Zatem Ameryka wspiera i promuje tę wywrotową, transformującą rzeczywistość, bolszewicką z ducha  ideę i za Waszyngtonem, można krzyknąć: „Cała władza w ręce miast!”

Istnieje w związku z tym poważne zagrożenie dla Warszawy, iż jeśli Rosja uzna swój auksyljarny, pomocniczy charakter junior-partnera wobec USA, dzięki czemu otrzyma koncesje na współhegemonię regionalną z kooperującymi z nią Prusami w Europie Środkowej, Waszyngton, chcąc dodatkowo zabezpieczyć również swoje interesy, pozwoli na powierzenie  ekonomicznego  i politycznego  nadzoru nad regionem  nowemu graczowi z zewnątrz –  Żydom.  Ich centrami władzy ekonomiczno-politycznej mogą być właśnie miasta, właściwie – sieć miast. Zawładnięcie przestrzeniami kulturowymi miast, zastosowanie przemocy symbolicznej potrzebnej do osiągnięcia celu wobec autochtonów nie będzie trudne z racji wieloletniej obróbki ideologicznej stosowanej wobec nas od 25 lat. Zrobią to, nie wybudzając nas z drzemki nierozsądnych…

W obliczu przewrotu przymierzy na Bliskim Wschodzie, który dokonał się wiosną tego roku, elity izraelskie są poważnie zaniepokojone gwałtownymi zmianami układu sił w regionie. Nie przypadkiem cytowany już generał Michael T. Flynn w grudniu zeszłego roku stwierdził: „Do końca obecnej dekady Bliski Wschód będzie wyglądał zupełnie inaczej, z innym układem sił i granic.” I nie miał tu na myśli tylko rozpadu Iraku i Syrii, ale powstanie i wzrost sojuszniczej wobec Waszyngtonu Wielkiej  Persji,  poważnej destabilizacji Arabii  Saudyjskiej, zwrotu Egiptu ku Moskwie, a przede wszystkim –  co wydaje się celem Pentagonu – wielką wojnę szyicko – sunnicką, potrzebną do zajęcia państw regionu i świata arabskiego  sobą, kiedy Waszyngton będzie mógł skupić się na swoim głównym protagoniście – Pekinie. Flynn miał także  na myśli derelewancję pozycji Izraela w polityce amerykańskiej. A my tu, w Warszawie, musimy pamiętać, że postępująca izolacja  Tel Awiwu wpływa destabilizująco na Wielki Bliski Wschód i stwarza pośrednio duże niebezpieczeństwo dla naszej suwerenności, jak również dla resztek podmiotowości państwa polskiego oraz innych państw naszego regionu.

Z wielu istotnych przyczyn, Ameryka naturalnie nie może ot tak sobie pozostawić Tel Awiwu samemu sobie. Zagrażałoby to bowiem wewnętrznej spójności systemu władzy w USA, doszłoby do rozłamu elit i rozwiązań skrajnych, więc zapewne, co jest normalne w polityce międzynarodowej, Waszyngton może zdecydować się na  zaspokojenie elit żydowskich implementowaniem ich wpływów i zasobów ekonomicznych w nasz region.

Ameryka tym samym upiekłaby dwie pieczenie na jednym ogniu. Kraina U jest tego najlepszym przykładem. I stręczone to będzie lokalnym tubylcom jako błogosławieństwo w obliczu kryzysu ekonomicznego, jako powrót do przeszłości, do zdrowej przeszłości, w Polsce  szczególnie, jako powrót do odnowionej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, powrót do czasów, w których Żydzi, współgospodarze ziem, i Polacy, mniej istotni, co prawda, ale jednak,  żyli razem.  Będą nam mówić, ze to oliwa która rozlana na wzburzone wody nacjonalistycznych namiętności, wyciszy i uspokoi napięcia w regionie, stając się czynnikiem stabilizacji i dobrobytu. Przecież, dzięki żydowskim technologiom, pieniądzom, oraz wiedzy, staniemy się bezpieczniejsi militarnie i ekonomicznie, jak i będziemy mogli rządzić się lepiej i mądrzej, wydajniej i nowocześniej. Przecież od 25 lat wmawia się nam nad Wisłą, ze jesteśmy nie do końca predestynowani do samodzielnego myślenia i rządzenia się sobą…

Ach, aż trudno nie przyklasnąć z radości! I jak tu nie zgodzić się z jedną z konkluzji zawartą w strategii: „Ameryka ma większe zdolności do adaptacji i wyjścia z kryzysu, niż jakiekolwiek inne państwo…” W końcu: „mamy sposobność – jesteśmy do tego zobligowani – aby przewodzić we współtworzeniu, kształtowaniu i – tam, gdzie jest to stosowne – kreowaniu norm i zasad i instytucji, które są fundamentem pokoju i bezpieczeństwa, prosperity, i które chronią prawa człowieka w XXI wieku.” Waszyngton gotowy jest do dewastacji wielu regionów, aby utrzymać dotychczasowy układ światowy. „Powstrzymamy i pokonamy każdego przeciwnika grożącego naszemu narodowemu bezpieczeństwu i naszym aliantom,” ponieważ „współczesny porządek międzynarodowy podlega w znacznym stopniu na architekturze prawnej, gospodarczych i politycznych instytucjach, jak również na sojuszach i partnerstwach, które zostały ustanowione przez Stany Zjednoczone oraz przez inne kraje wyznające podobne poglądy.” Idzie o utrzymanie słabnącej hegemonii, która współtworzona była i jest przez poszerzanie strefy wolnego handlu i praw człowieka, zawsze na zasadach amerykańskich. Jeśli Pekin i Moskwa nie zamierzają odpowiednio zachowywać się według narzucanych im zasad i reguł, Waszyngton w strategii odpowiada im: „Nie pozwolimy przekraczającym normy na definiowanie naszych posunięć strategicznych w różnych regionach za pomocą nagłych gróźb, które głoszą.” Ameryka pragnie zgodnej ze swoimi interesami transformacji, a nie – dramatycznego wywrócenia całego systemu, którego podstawą jest jej hegemonia światowa.  Ukraina, Irak, Syria, Jemen, Iran, to pokłosie tej bezwzględnej walki o świat wielo lub jednocentryczny.

Wobec Stanów Zjednoczonych powinniśmy prowadzić realistyczną politykę wyzbytą żadnych złudzeń i opartą o równomierne zabezpieczenie swoich interesów, pamiętając o uwadze Henry’ego Kissingera, iż „państwo ścisłe związane  z innym nie ma żadnej pozycji negocjacyjnej.” Powyższa pobieżna analiza celów strategicznych USA dają pełniejszy obraz, do którego polityka każdego państwa powinna się ustosunkować. Kiedy Polacy jesienią 1938 roku cieszyli na ulicach miast z zajęcia Śląska Cieszyńskiego, nad czym piała z zachwytu i bezrefleksyjnie także prasa polska oraz władze polskie, których strategiczne błędy popełnione w polityce zagranicznej  w latach po roku 1934 doprowadziły do upadku Polski w pięć lat później pisał: „Oto w latach 1924, 1925 i dalszych, cała polska prasa, cała polska dyplomacja, całe społeczeństwo, uważało Francję za jedynego możliwego sojusznika: „Tylko z Francją, nie mamy innej możliwości, jak sojusz z Francją.” Wtedy głosiłem tezę (zresztą nie bardzo przez kogokolwiek słuchany), że jeśli jakieś państwo uważa inne za sojusznika absolutnie nieodzownego i absolutnie koniecznego, to staje się tego państwa nie sojusznikiem, lecz wasalem.” Stosunek polskich elit do Francji w latach 1921 – 1932 nie odbiegał  od stosunku obecnych polskich elit do Stanów Zjednoczonych. W naszych planach zawsze musimy uwzględniać fakt podstawowy, że w polityce Waszyngtonu Polska, podobnie jak w polityce francuskiej przed  II wojną światową, stanowi tylko ersatz Rosji.  Federacja Rosyjska, czego nie ukrywa cytowany już Kissinger, stanowi partnera strategicznego dla USA i  to z nim Ameryka chce i może się układać, czego przykładem jest i Syria , i Wielki Szwindel Wiedeński, czyli porozumienie irańskie.

 

***

Federacja Rosyjska z kolei  w swojej Nowej Doktrynie Wojennej opublikowanej w grudniu 2014 w okresie wzmożonego napięcia politycznego oraz w kontekście rosnącej presji ekonomicznej na Rosję, której częścią były m.in. sankcje oraz klasyczne osłabianie waluty rosyjskiej wyraźnie deklaruje, że elity kremlowskie są świadome charakteru zagrożeń i nowy tekst doktryny powstał ze względu na zmianę sytuacji międzynarodowej i stosowanie nowych metod walki Zachodu przeciwko Rosji, co wymusza adekwatną odpowiedź z jej strony. Tą odpowiedzią mają być „nowe, nietradycyjne metody łączące środki wojskowe i niewojskowe w czterowymiarowej przestrzeni walki.”

 

Wg Rosjan mamy do czynienia ze zmianą sytuacji globalnej: walka czołowych państw świata o swoje interesy charakteryzuje się działaniami niebezpośrednim, wykorzystaniem potencjału protestu ludności (Lewant, Ukraina), organizacji radykalnych i ekstremistycznych (PI), a także prywatnych firm wojskowych (Ukraina).

„Obecny etap rozwoju światowego  – piszą autorzy dokumentu – charakteryzuje się nasileniem konkurencji globalnej, napięć w różnych sferach współpracy między państwowej i międzyregionalnej, rywalizacją systemów wartości i modeli rozwoju, niestabilnością procesów rozwoju ekonomicznego i politycznego na poziomie globalnym i regionalnym, co nakłada się na ogólna komplikację stosunków międzynarodowych. Następuje etapowa dywersyfikacja wpływów na rzecz nowych ośrodków wzrostu ekonomicznego i politycznego przyciągania.”

Polityka rosyjska, gdy obedrzeć ją z  całego sztafażu, sprowadza się do dążenia do odbudowy zimnowojennego  bipolarnego jankesko-ruskiego układu sił, co  jest naturalnie opcją minimum, gdyż opcją maksimum jest uczynienie  Federacji Rosyjskiej supermocarstwem symultanicznym. Jedynowładcą globalnym. Moskwa rozumie swoją słabnąc pozycję wobec Pekinu i zmniejszający się zakres możliwości ruchu wobec Królestwa Środka, ale nikomu spośród elit rosyjskich nie przyjdzie do głowy pogodzenie się z derelewancją pozycji Rosji jako światowego mocarstwa. Tam wyczekują tylko korzystnych tendencji, aby natychmiast je spożytkować zgodnie z rosyjską racją stanu. Rosjanie elastycznie i zgodnie z prawidłami uprawiania gier strategicznych starają się utrzymywać swój kraj w czołowej stawce. Moskwa poniekąd liczy na swoją wersję cudu domu brandenburskiego. Starają się robić wszystko, aby dowieźć swój kraj na podmiotowych zasadach do momentu, kiedy Rosja będzie musiała zostać zaproszona do współtworzenia nowego porządku światowego, ekonomicznego oraz do momentu rozpoczęcia głównego etapu Wielkiej Gry o Wyspę Świata pomiędzy Ameryką a Chinami, kiedy to cena, którą mogłaby otrzymać od Stanów Zjednoczonych –  a wg mnie to od nich Rosja otrzyma lepszą cenę i to na Amerykę będzie się orientować w nadchodzącej wojnie z tego względu na to, że Waszyngton przejawia większą spolegliwość wobec oczekiwań Moskwy niż Pekin – stanie się zaczynem, dzięki któremu rozpocznie się proces reaktywujący Rosję jako jednego z dwóch wiodących graczy globalnych. Pozwalający jej na powrót do gry o władztwo nas światem.

Rosjanie, co charakterystyczne dla nich  w sytuacji zagrożenia – bez ceregieli nazywają obecne zagrożenia dla ich bezpieczeństwa:

  1. Destabilizacja przez USA sytuacji w krajach sąsiadujących z Rosją (Moskwa słusznie mówi o siłowej kolonizacji Ukrainy)
  2. Tworzenie systemów strategicznej  obrony przeciwrakietowej
  3. Realizacja koncepcji uderzenia globalnego
  4. Zamiar umieszczenia broni w kosmosie

 

„Kolorowe rewolucje” wg Rosjan to „najbardziej niebezpieczna społecznie forma pojedynków wywiadów,” a  zarządzane na sposób wojskowy organizacje „społeczeństwa obywatelskiego” – jakże celna uwaga –  od dekad  stanowią w ocenie Kremla  skuteczne narzędzie w rękach amerykańskich służące do destabilizacji sytuacji wewnętrznej u swoich protagonistów. Wie o tym i Moskwa, i Pekin, ale i pomniejsi gracze są tego świadomi.

 

Wg Moskwy obecnie można prowadzić wojnę w następujący sposób:

  1. Kompleksowe użycie sił zbrojnych, jak również politycznych, ekonomicznych, informacyjnych i innych środków niewojskowych, realizowanych przy szerokim wykorzystaniu potencjału protestu i sił operacji specjalnych
  2. Wpływanie na przeciwnika na całej głębokości jego terytorium, w globalnej przestrzeni informacyjnej, w przestrzeni powietrzno-kosmicznej, na lądzie i morzu (takie możliwości daje potencjał mocarstwa symultanicznego)
  3. Udział w działaniach wojennych nieregularnych formacji zbrojnych i prywatnych firm wojskowych (Użycie wojsk bez oznak przynależności państwowej na Krymie to kopia  „stosowania dobrych praktyk” amerykańskich – działania np. firmy Blackwater i innych podmiotów  w Iraku  oraz niemieckich –  działania  Legionu Kondor w Hiszpanii)
  4. Stosowanie narzędzi niebezpośrednich i asymetrycznych
  5. Wykorzystanie sił politycznych i ruchów społecznych finansowanych i zarządzanych z zewnątrz (Ukraina, Libia, Tunezja, Syria, Irak, Jemen etc.)

 

Rosja – podobnie jak inni ważni gracze w rodzaju Chin, USA, czy Izraela, ale nie tylko, jest to bowiem tendencja obejmująca niemal wszystkich liczących się graczy  – rozciąga, i słusznie, pojęcie bezpieczeństwa na wszystkie dziedziny życia. W związku z tym jednym zagrożeń mających wpływ na sytuację wewnętrzną nie tylko Federacji Rosyjskiej, ale innych krajów w ogóle jest wg NDW: „nielegalne stosowanie specjalnych środków wpływu na świadomość indywidualną, grupową i społeczną.”

Elity rosyjskie charakteryzują się maksymalnie pragmatycznym sposobem myślenia oraz zdroworozsądkową oceną zagrożeń płynących z otoczenia. Wg nich dla obalenia władz państwowych siłą, destabilizacji sytuacji wewnętrznej Federacji Rosyjskiej i społecznej, same w sobie będące fundamentalnymi zagrożeniami dla ciągłości władzy w Rosji, mogą m.in. służyć pozbawienie duszy rosyjskiej młodzieży poprzez wpływ propagandowo-informacyjny na młodych ( w ogóle na ludność), mające na celu zdewastowanie historycznych, duchowych i patriotycznych tradycji obrony ojczyzny lub poprzez wywrócenie struktury państwa poprzez prowokowanie międzyetnicznych i społecznych napięć zagrażające wieloetnicznej strukturze  Rosji.

Rosyjski sposób walki o swoje interesy nie odbiega od sposobu gry amerykańskiej czy chińskiej: tj. nieustannego dążenia do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego bez liczenia się z bezpieczeństwem innych narodów oraz niechęcią do jakichkolwiek ustępstw, nawet w odpowiedzi na ustępstwa innych państw, a jeśli już to Moskwa robi, to jedynie w celach decepcyjnych oraz taktycznych.

W rosyjskiej Nowej Doktrynie Wojennej jednym de facto nowym zapisem jest ostrzeżenie dla państw graniczących z Rosją, jasno mówiące, że ich polityka zagraniczna w istocie wspierająca w sposób zwasalizowany  amerykańskie interesy zagraża architekturze bezpieczeństwa w regionie, jest nieodpowiedzialna i  grozi tym państwom reakcją rosyjską. Warszawa powinna być świadoma tego. I to bardzo, ponieważ Rosja nie tylko w swojej doktrynie wojennej, ale również za pomocą innych kanałów  wyraźnie artykułuje  ostrzeżenia przed nieuwzględnianiem rosyjskich interesów.

 

Prawda jest taka,  że i Ameryka, i Rosja pragną posiadać największy wpływ na nasz region, który w ich ocenie jest zwyczajną strefą buforową. Waszyngton używa jej do destabilizacji przeciwnika, nie licząc się z kosztami lokalnych podmiotów i ich zasobami, Moskwa zaś w momencie przejęcia kontroli nad nią, dążyłaby do jej zniesienia poprzez przyłączenie jej do Rosji lub używałaby taktycznie do dekonstruowania porządku na kontynencie.  W końcu Rosja jako jedyny zaborca nie pogodził się z utratą swoich ziem w wyniku I wojny światowej  i próbowała  zbrojnie dochodzić swoich praw do  tych ziem.

Wojna i pokój to różne fazy tego samego procesu walki o władzę. Rosja – powtórzę – walczy nie tyle o odtworzenie świata wielobiegunowego, ile o odtworzenie świata bipolarnego, gwarantującego jej komfortowe środowisko bezpieczeństwa.

Różnorakie centra przyciągania – USA i Rosja, która stara się uchodzić za podmiot rozdający karty na poziomie planetarnym oraz  lidera w sferze umacniania i przestrzegania prawa międzynarodowego.

Wg rosyjskiej Nowej Doktryny Wojskowej USA to przeciwnik ideowy wszystkich państw sprzeciwiających się ich hegemonii na świecie, którym Rosja oferuje odmienne niż amerykańskie wartości i model rozwoju. USA są wg NDW przeciwnikiem Europy. Rosja chce rozbicia tzw. jedności transatlantyckiej, zachęca do Tego silne państwa europejskie do „tworzenia wzajemnie korzystnych mechanizmów dwustronnych i wielostronnych w zakresie przeciwdziałania potencjalnym atakom rakietowym, w tym tworzenia w razie konieczności wspólnych systemów przeciwrakietowych przy równoprawnym udziale Rosji.”

Dla Rosji  Ameryka to wielka miłość  i po prawdzie jedyny problem, z którym Rosja jest gotowa się zmierzyć, ale celem średnioterminowym Moskwy jest „równowaga” w Europie regulowana przez hegemonię nad naszym kontynentem trzech najpotężniejszych państw kontynentalnych – Niemiec, Rosji i Francji.

 

Powiśle, luty – czerwiec 2015r 

One Reply to “Nowe świata tworzenie?”

  1. […] Polecam również jeden ze swoich tekstów sprzed lat kilku, dopowiadający sprawy i sprawki z nagrania: http://www.pan-nikt.pl/2018/10/31/nowe-swiata-tworzenie/ […]

Komentarze są zamknięte.