Wielki sen czy wielka śpiączka?

Gwiazda Śmierci z ulicy Czerskiej, publikując wywiad z magiem Edwardem Lucasem w dniu Święta Wojska Polskiego p.t. „NATO kontra Rosja. Nie pękać przed niedźwiedziem,” po raz tysięczny nieświadomie, chcąc nie chcąc, raczej nie chcąc, odkrywa kotarę i pokazuje nam, co się za nią kryje. A kryją się rzeczy pełne niepokoju, choć, prawdę powiedziawszy: z drugiej strony nie dziwi żadne ze słów, które padły w rozmowie.

Pomińmy poziom zadawanych pytań, oddaje on w pełnym wymiarze, czym jest ta gazeta i jak głębokie osiągnęła dno. A właściwie jak głębokie dno osiągnęło polskie dziennikarstwo. Ale nie kopie się leżącego, skupmy się zatem na prawdach wygłaszanych przez naszego mędrca.

Już po kilku zdaniach widać, że nawołuje on do eskalacji i chce utrzymać lokalne naiwne elity w stanie czujności i gotowości oraz zdolności do szybkiego pełnego podległości reagowania na oczekiwania metropolii. W istocie jest to przekaz o dużym potencjale prowokacyjnym i proeskalacyjnym. Dla tubylców. Klasyczna intoksykacja a la George Friedman, którą zgodnie przyjmują do swojego światopoglądowego krwiobiegu ludzie pokroju Schetyny, Kukiza, Targalskiego, Waszczykowskiego, Millera, Piechocińskiego czy Kaczyńskiego.

W sposób niedwuznaczny Lucas mówi o perspektywie krótkiego deeskalacyjnego konfliktu, który obniżyłby napięcie w naszym regionie, ale nie powodowałby – poza stratami w Polsce czy na Litwie – poważnych szkód i konsekwencji, a dałby do zrozumienia Rosji, że Waszyngton, za pomocą swoich proxies jest zdeterminowany do powstrzymywania Moskwy. Ale tylko po to, by w następstwie tego móc się z nią dogadać na korzystnych warunkach dla Stanów Zjednoczonych z ewentualnymi koncesjami na rzecz Moskwy w Europie Środkowej.

Ewidentnie w Waszyngtonie poważnie grają na Rosję, pragną jej współpracy i dlatego Lucas bagatelizuje możliwość ataku jądrowego Rosji na cele środkowoeuropejskie w takim znaczeniu, że byłby to niewybaczalny błąd, ponieważ uniemożliwiałby strategiczną współpracę pomiędzy Ameryką i Rosją. Nikomu to by się nie opłacało. Nie przeszkadza to jednak Lucasowi straszyć nas rosyjskim atakiem taktycznymi głowicami na Warszawę i Wilno. Niechaj tubylcy nie wychodzą ze stanu gotowości, ze stanu sraczki mentalnej, trzeba wykorzystywać każdą okazję, zwłaszcza takie inspirująco-dezinformacyjne wywiady w polskiej „Izwiestii”, „Prawdzie”, czy czymkolwiek jest ten „Völkischer Beobachter” z ulicy Czerskiej.

Ważnym przekazem kierowanym do nas jest również to, że nasi zachodni mentorzy nie życzą sobie, aby Polska stawała w obronie opresjonowanej mniejszości polskiej na Litwie, co się przecież dzieje systematycznie i z dużą konsekwencją od początku istnienia tego państwa (spróbujcie podobną uwagę powiedzieć Niemcom lub Rosji, łotry).

Niepokojąco w ustach świeckiego świętego, maga Lucasa brzmią konstatacje, że tu w Polsce musimy „ciężko pracować nad utrzymaniem politycznej stabilności, silnych instytucji państwa oraz sprawnych kanałów komunikacji z zagranicą”. Choć z drugiej strony tego typu przekaz od razu mnie uspokaja, że porządek i hierarchia nadal są zachowane i to my jesteśmy zwyczajnym bantustanem, a na Zachodzie są „starsi i mądrzejsi,” którzy w przypadku okazania przez nas po raz setny naszej niedojrzałości, dokładnie nam powiedzą i oświecą nas – jak robi to czarnoksiężnik Lucas w tym wywiadzie – co powinniśmy czynić, a czego – nie (przepysznie, przyznacie, brzmi fraza o utrzymaniu sprawnych kanałów komunikacji z zagranicą. Jakbym słyszał Gromykę albo Andropowa).

Ale już zupełnym skandalem jest niedwuznaczne sugerowanie, że dojście do władzy w Polsce polityków potrafiących realnie i podmiotowo grać oznaczać będzie cofnięcie gwarancji bezpieczeństwa ze strony tzw. zachodu.

„Wyobraźmy sobie – stwierdza nasz mag – że w którymś z krajów bałtyckich czy w Polsce powstaje jakiś nieprzyjemny rząd. (sic!!!! Co to znaczy? Kto ma prawo do dystrybucji szacunku i decydowania, który rząd jest przyjemny, a który – nie? Zwłaszcza, jeśli został wyłoniony w tzw. demokratycznych wyborach? – przypis mój) Dochodzi do władzy ktoś w rodzaju Viktora Orbána, Wiktora Janukowycza czy skorumpowanego bułgarskiego premiera Bojko Borisowa. Takiego rządu nikt w Europie nie będzie poważał. I gdy zaczną się problemy – a zaczną się, bo Rosja zechce wykorzystać sytuację – w zachodnich stolicach pojawią się pytania. Oczywiście traktat dotyczy państw, a nie rządów, jasne. Rosjanie potrafią manipulować, ale czy na pewno chcemy bronić skrajnie prawicowego rządu w Rydze, który toleruje skinheadów atakujących rosyjskie szkoły?”

Jedna rzecz to lokalne ogrywanie tego przekazu przez nasz „Der Strumer” z ulicy Czerskiej, który eksponuje to z intencją, iż Polacy czytający i wierzący w to postgoebbelsowskie w stosowaniu narzędzi manipulacji medium – jeszcze bardziej się wystraszą perspektywą objęcia władzy przez PiS i w pełni zrozumieją, iż dla Polski oznacza to osamotnienie i izolację, którą w niecny i podstępny (a jakże!) sposób może wykorzystać Kreml.

Ale nie o to w istocie biega. PiS nie jest tak naprawdę bohaterem tego komunikatu w ustach Lucasa, ponieważ wiadomym powszechnie jest , że nie jest to partia realnie zagrażająca amerykańskim interesom w regionie. Wręcz przeciwnie. I kto jak kto, ale Edek to wie równie dobrze.

On wysyła do nas, do tej resztówki realistycznie myślących Polaków, patrymonialny message: żadnych złudzeń, panowie. Jeśli przyjdzie Wam do głowy pomysł wyrwania się z łoża, do którego przypięliśmy was pasami, to musicie wiedzieć, że oznacza to wrogość Waszyngtonu, ponieważ prawdziwie podmiotowa Polska stoi na przeszkodzie naszym planom i nikt w Pentagonie nie będzie tolerował podobnych bredni. Żadnych złudzeń, frajerzy. Na ewentualną i zgodną z interesem Ameryki pomoc mogą liczyć tylko nasi agenci i zwasalizowani politycy: „Gdyby w Kijowie dwa lata temu, kiedy Ukraina ciągnęła do Europy, rządziła obecna ekipa, przypuszczam, że pomoc Zachodu byłaby bardziej stanowcza – ” bezpretensjonalnie oświadcza w wywiadzie chytry Edek.

Lucas wyraźnie daje nam znać, że ci, którzy mają narodowy interes w zasięgu wzroku, skazani są i będą na marginalizację, izolację i napiętnowanie np. znakiem antysemityzmu, szowinizmu i niepostępowości. I to zabawne doprawdy, i żenujące, iż „Izwiestia” z Czerskiej – nie tracąc czujności rewolucyjnej – na wszelki wypadek przypomina o tym drugiej stronie okrągłego stołu, tj. ludkom z PiSu. Ale ci z Czerskiej zdaje się nie pojmują, że Targalski, Waszczykowski, Szczerski i Kaczyński jeszcze szybciej i konstruktywniej wyczuwają w lot intencje Waszyngtonu, niż ta cała rządząca obecnie nami czereda, czy redaktor naczelny mokotowskiego „Der Angriff.”

Ale nasz macher z zaplecza – cwany Edzio – powtórzę, mówi to w istocie do tych, którym we głowach tułają się jeszcze mrzonki o autonomicznej grze Polski. I to jest symboliczne. Podmiotowa, samodzielnie funkcjonująca Polska to casus foederis dla Ameryki. I to warto zapamiętać z tego wywiadu. To i tylko to jest najważniejszym komunikatem do nadwiślańskich autochtonów. To powinno pozbyć jakichkolwiek złudzeń tych nielicznych, którzy mają jeszcze jakąś nadzieję względem NATO, czy elit znad Potomaku.

Mag Lucas również niedwuznacznie – co nie jest nowością, bowiem Amerykanie mówią nam to co najmniej od dwóch lat, szczególnie George Friedman – informuje Polaczków, że naszym wrogiem strategicznym są Niemcy.

Tam Waszyngtonie baczą uważnie – identycznie jak Anglia w sierpniu 1939 roku! – abyśmy w sytuacji, kiedy Federacja Rosyjska została napompowana w stymulowanej przez Pentagon propagandzie na głównego, kluczowego, strategicznego wroga, Warszawie nie przyszło do głowy związanie się z Berlinem, tj. pełne wejście w jego strefę wpływów ze strachu przez Moskwą. Więc każą nam nie ufać Prusakom za grosz, co nie jest szczególnie trudne, jak nie jest szczególnie trudne wmawianie polskim elitkom czegokolwiek.

Więc chytry Edek wkłada nam do główek, że w przypadku wojny z Rosją nie możemy liczyć na Niemcy i na kanały przerzutowe przechodzące przez Prusy (to akurat jest prawdą), zatem powinniśmy oprzeć się na sojuszu z krajami Skandynawskimi (pod faktycznym protektoratem amerykańskim, od której kupowano by broń naturalnie):

„Polacy, Bałtowie i Skandynawowie mogliby zacieśnić współpracę wojskową i wywiadowczą. Razem te kraje są silniejsze niż Rosja, więc powinny przestać myśleć w kategoriach obrony własnych granic, tylko wspólnie kupować broń i rozmieszczać ją tak, by wspierać sąsiada. Polskie patrioty mogłyby bronić nieba nad Litwą. Skandynawowie mogliby tworzyć magazyny na terenie krajów bałtyckich, żeby w razie konfliktu przerzucić tylko personel.
Taki sojusz wewnątrz Sojuszu byłby gwarantem bezpieczeństwa na wypadek, gdyby NATO zawiodło, bo któryś z członków zablokował pomoc.”

Niby pozornie logiczne, ale ta wypowiedź w istocie w sposób fundamentalny kwestionuje skuteczność NATO – poza kłamliwą tezą o wspólnej przewadze tych krajów nad Rosją. To ponury, prostacki żart.

Tajemnicą poliszynela jest to, iż w przypadku realnego konfliktu, każdy musi liczyć tylko na siebie. I eksperci o tym wiedzą. Ostatnie lata to wielki powrót samodzielnego grania każdego państwa o własne interesy narodowe. Niemcy są tego najlepszym przykładem. Tylko durnie i zdrajcy wierzą w Polsce w jakieś wspólnotowe brednie. W Berlinie nikt takich złudzeń nie ma. De facto tak było zawsze. Dominują i dominowały po prawdzie interesy narodowe i samodzielna gra skierowana na siebie. Liczą się tylko twarde prawidła geopolityki. Tylko.

NATO zaś jest stosunkowo niedrogą wydmuszką potrzebną Waszyngtonowi do mamienia słabszych graczy w Europie. Sojusz obecnie jest zaledwie wojskowo-politycznym narzędziem służącym do zabezpieczania tanim kosztem interesów Ameryki na naszym kontynencie. I hegemon obiecuje już coraz mniej, a w przypadku realnego zagrożenia dla któregoś z mniej ważnych członków – uchyli się od zobowiązań.

NATO to sen. Z którego poważni gracze dawno już się wybudzili, dbając jednocześnie o bezpieczne dla nich dalsze trwanie w stanie hibernacyjnej ułudy mniejszych i słabszych podmiotów z naszego regionu. W tym kontekście jakże smutno wybrzmiały jedyne brawa, które rozległy się w Alejach Ujazdowskich dla maszerujących oddziałów wojsk podczas defilady 15 sierpnia. Otóż Polacy entuzjastycznie oklaskiwali, jak jacyś murzyni z Lesotho, jadących trzema strykerami jankesów pod flagą amerykańską. Żaden oddział polski nie otrzymał braw, natomiast Amerykanie – tak. Świetny przykład zakompleksionej postkolonialnej mentalności. Świetny dowód na nieśmiertelność płonnej nadziei i głębokiej naiwności…

Tumaniąc tubylców, Lucas kończy wywiad stałym zestawem dezinformacyjnym, pełnym kłamstw i niedobrych rozwiązań dla naszego kraju: „Jesteście postrzegani jako poważny kraj. Wasz program modernizacji armii ocenia się pozytywnie, a GROM cieszy się międzynarodową renomą. Ale macie jedną słabość: jeszcze nie dotarło do was, że nigdy nie będziecie mieli takiej armii jak Stany Zjednoczone. Nie dacie rady mieć naraz sprawnego silnego lotnictwa, wojsk pancernych, marynarki wojennej, bo to po prostu za drogie. To trudna decyzja, ale powinniście podzielić się obowiązkami z sąsiadami. Tak, żeby każdy rozwijał jeden rodzaj wojsk.”

Panie Lucas, Polska nie jest postrzegana jako poważny kraj, ale jako państwo pozornie własne i sezonowe. Każde słowo wypowiedziane w tym wywiadzie przeczy temu, co pan żeś obłudnie stwierdził o naszej rzekomej powadze. Polska w świetle kontekstu nakreślonego przez Lucasa jest bytem, któremu należy dyktować, jak ma funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami imperium amerykańskiego. Lucas pozwala sobie na tego typu obrażanie inteligencji Polaków w lokalnej „Prawdzie,” ponieważ tacy ludzie, jak Michnik, Kaczyński, Kwaśniewski, Jaruzelski, Miller, Pawlak, Smolar, Targalski, przyzwyczaili ludzi z Pentagonu, think tanków z K-street, decydentów z kancelarii dyplomatycznych, że Polska jest rządzona albo przez sprzedajnych bydlaków, albo przez durni, albo przez naiwniaków, którzy większość swojego smutnego życia przeżyli pod jarzmem Sowietów i teraz każde remedium na świetlaną przyszłość Polski wiążą bezrefleksyjnie z Ameryką.

Z kolei nasz program modernizacji armii, oceniany przez Lucasa pozytywnie, to pogardliwy rechot sukinsynów z wojskowej bezpieki, którzy wraz ze złodziejami z obecnej władzy oraz z szykującymi się do niej naiwnymi durniami zgodnie wypełniają wolę Ameryki, aby to jej koncerny zarabiały krocie na nieistotnych z punktu widzenia obronności polskiej i jej celów strategicznych zakupach uzbrojenia (m.in. Patrioty). W żadnym, powtarzam, w żadnym szczególe realizacja tego programu nie jest zgodna z polskim interesem narodowym, z polską racją stanu. Zatem, panie Lucas: „Idź pan w chuj z takim żartem!”

Nasz wujek-dobra rada proponuje także nieadekwatne i przebrzmiałe, nienowoczesne pomysły na dzielenie się z innymi potencjałem i obronnością (pooling & sharing), które w istocie prowadzą do wyzbywania się poważnej części swojej suwerenności oraz likwidowania własnego przemysłu obronnego na rzecz zakupów broni w państwie mocniejszym (Niemcy, USA) i proponuje nam to rozwiązanie, kiedy jesteśmy świadkami – zwłaszcza w kontekście załamania światowej architektury bezpieczeństwa – wielkiego powrotu samodzielnej gry o swoje interesy narodowe każdego z aktorów z osobna.

Lucas, będąc świadomym pogłębiającej się dysfunkcjonalności naszego regionu, w istocie próbuje za pomocą takich manipulacji tę dysfunkcjonalność pogłębić. Każde jego słowo. Każde. Jest toksyczną wrzutką. Lucas, Friedman, Kaplan, żeby wymienić pierwszych z brzegu, to współcześni macherzy z zaplecza, magowie specjalizujący się w technologiach zarządzania chaosem, sterowanej destabilizacji. I o tym należy pamiętać. Oni pilnują, aby tam, gdzie to możliwe, zwłaszcza w istotnych dla globalnej gry regionach, a w takim właśnie leży Polska, nie pojawiały się pomysły mogące prowadzić do realnej suwerenności i do stworzenia np. kolejnego bieguna geopolitycznego, z którym Waszyngton musiałby się liczyć. Strażnicy potencji hegemona. Ich idee i myśli to część amerykańskiej projekcji siły.

Lucas, krzewiąc tego typu idee jak w nadwiślańskiej „Prawdzie,” chce w istocie naszej izolacji, zdania się tylko na Stany Zjednoczone. Ten człowiek podpowiada nam, abyśmy byli jeszcze bardziej zuchwali w swojej bezalternatywności, w sytuacji, kiedy jest to bardzo groźna gra. Przypomnieć może trzeba temu panu słowa Hitlera, które wypowiedział do dowódców Wehrmachtu na dwa tygodnie przed niemieckim atakiem na Polskę: „Gdyby Anglia była zdecydowana działać, byłaby dała Polsce pieniądze. Jednakże nie ładuje ona pieniędzy w stracony interes.” Czy Ameryka ładuje w polską armię pieniądze? Czy może uważa Polskę za stracony interes…?

Wywiad niemiecki wiedział, że Zachód zostawi Polskę samą, kanclerz na tym samym spotkaniu 14. sierpnia 1939 roku ze spokojem zatem mówił: „Sztaby generalne Anglii i Francji oceniają bardzo trzeźwo perspektywy konfliktu zbrojnego i odradzają uwikłania się w wojnę. Za tym, że ze strony Anglii nie należy oczekiwać decydujących działań, przemawia przede wszystkim postawa Polski. Byłaby ona jeszcze bardziej zuchwała, gdyby mogła polegać na Anglii.” Lucas chce, abyśmy byli jeszcze bardziej zuchwali za frajer, do czego wszystkie polskie elity przyzwyczajają Waszyngton od 1989 roku.

Warto jednocześnie przypomnieć, że kiedy Anglia szykowała się w sierpniu 1939 roku do zawarcia paktu z Polską – tj. zastawienia na nas strategicznej pułapki – sfinalizowanego w końcu tylko po to, by w Warszawie nie przyszło nikomu do głowy dokonać przewrotu przymierzy i wejść do obozu Niemiec po zbliżeniu Berlina z Moskwą zagrażającemu nam egzystencjalnie – to rząd angielski w tym samym czasie kanałami dyplomatycznymi sondował w Berlinie, co Niemcy zamierzają uczynić po rozprawieniu się z Polską, a o czym mówił Hitler swoim generałom. Czy to źle? Czy to cynizm? Nie! Tak się robi politykę. Tylko naiwniakom w Warszawie wydaje się, że polityka zagraniczna opiera się na przyjaźniach, traktatach, uczuciach. Muszą zatem pojąć, że kiedy Lucas, czy Friedman prawią nam tu takie brednie, to jednocześnie, Kerry z Ławrowem wspólnie układają przyszły kształt i porządek w naszym regionie.

Nie. Panie Lucas, Polska naturalnie nie będzie miała takiego potencjału, jak Ameryka. Akurat tu, nad Wisłą, my to dobrze wiemy. Nie jest to nam potrzebne. Posiadałaby natomiast wystarczający potencjał morsko-lądowo-powietrzny do obrony swojej podmiotowości i interesów, gdyby istnieli na polskiej scenie politycznej ludzie, którzy mieliby odwagę zdecydowanie budować silną armię w państwie opartym o mocną gospodarkę, myślące śmiało, dalekowzrocznie elity oparte o godne i świadome własnej wagi społeczeństwo, nie poddane zagrzybieniu miazmatami i lewymi wrzutkami gościa, którego bezczelność dorównuje pysze. Tylko tyle i aż tyle.

Lucas nawet nie pojmuje, że wypowiadanie takich słów przy okazji święta Wojska Polskiego jest podwójnym siarczystym policzkiem dla Polaków. Nie potrzebujemy takich rad wujka Lucasa, jak nie potrzebowaliśmy rad Marchlewskiego i Dzierżyńskiego. Pozostaje wierzyć, że nie potrzebuje ich również premier Kaczyński.

Powiśle, ławka nad Wisłą, 16 sierpnia 2015 r. Tekst ten opublikowano w kanadyjskim tygodniku emigracyjnym „Goniec.”