Tekst dla głupków

Wielu naiwnie nadstawia się pod „odpowiedź”, co może nas uratować z tej politycznej diapauzy, w której tkwimy, no, gdzieś tak od 1648 r. Pomyślałem sobie, że może dla zaspokojenia ich potrzeb przedstawię taki „gotowiec” dla naiwnych gapciów, od razu nadmieniając, tłumaczenia nigdy dość wobec masy czytających „inaczej”, że niniejszy przekaz jest jawną kpiną. Tym niemniej myślę, że emocjonalnie i duchowo odpowie na zapotrzebowanie wielu będących „w potrzebie świetnych rozwiązań”. Utuli ich. Wypełni lukę istniejącą w nich. Jeszcze bardziej co prawda zagłębiając ich w dysfunkcji, ale przynajmniej zaspokoi chwilowo potrzebę bliskości ze swoimi urojeniami.

Ach, na początek – oprócz poniższego całego tekstu – mam coś dla tych tęskniących, wypatrujących i pragnących „dobrych podpowiedzi”. Kilka zgrabnych bon motów, dopalaczy emocjonalnych z przeszłości: „Rzymianie trafnie mawiali, że ciosy, które gnuśnym odbierają odwagę, stanowią bodziec dla dzielnych, a desperacja bywa często źródłem nowej nadziei” – jak pisał ukochany Wespazjan Kochowski o czasach, kiedy Polacy – podobnie jak dziś – znikąd nie mogli oczekiwać pomocy. Ten żołnierz-poeta, symbol ówczesnych świadomych propaństwowych elit, w chwili, kiedy Moskwa, Szwecja, Brandenburgia i Siedmiogród razem z Kozakami i zdrajcami dokonali faktycznego rozbioru Polski w latach 1655 -1657, mówił głosem prawdziwie wolnego Polaka: „(…) w mroku, w którym się cały kraj pogrążył, znalazło się wielu takich, co nawet w największych trudnościach nie zwątpili o RZECZYPOSPOLITEJ; oni to byli źródłem dobrej nadziei i natchnieniem dla reszty.(…) Wszyscy, nawet i tacy, co nie dbali o sprawy publiczne, jasno zrozumieli, że starodawny ustrój królestwa jest naruszony, że podcięte zostały jego podstawy, to znaczy religia i wolność. (…) Niespodziewanie opanowani przez wrogów, gdy mała była nadzieja na rychłe posiłki od przyjaciół, musieliśmy polegać, po Bogu, na sobie samych.”


PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Zacznijmy więc tekst dla naiwnych durni. Starać się będę jak mógł, aby wejść w tę stylistykę chromego myślenia… Otóż, mogę zakładać, iż według ich wyobrażeń, tak naprawdę żadnym realnym rozwiązaniem dla powodzenia, dla zbudowania Nowej Polski (koniecznie z wielkiej litery!) – która będzie miała potencjał wystarczający do prowadzenia samodzielnej gry o wpływy na polu międzynarodowym – nie będzie zbudowanie Nowej Wspólnoty opartej tylko na tych, którzy zdarli już kajdany i wydobyli się z upiornego grobu. Oparcie się tylko na tych, którym udało się wrócić z Hadesu, tylko dlatego, że stali Świadomi (cóż to o prawdzie oznacza? Wielość odcieni i poziomów przecież jest tu istotna…). Nie. To się nie uda. Po pierwsze: jest nas za mało. Owszem, w przeszłości często właśnie mniejszość była motorem zmian, ale myślę, że jednak to za krucha siła, aby dać sobie radę z wrogami zewnętrznymi, jak i z Czcicielami Ciemności, tymi chodzącymi tuż obok nas zombie. Po drugie: prawda jest taka, że jedyną szansą dla nas jest uratowanie nie tylko nas samych, ale również – ich. Niewolnych (prawda, jakież to ckliwe myślenie?) A przynajmniej pewnej ich części. Za pomocą głębokiej „terapii” musimy pomóc im uwolnić się z uzależnionego myślenia (zupełna bzdura).

Aby lepiej zrozumieć ich tok rozumowania, sposoby argumentacji, przyjrzyjmy się bliżej jak skonstruowany jest charakterystyczny dla Zniewolonych typ myślenia uzależnionego. Wiem, łatwo powiedzieć: „pomóc im za pomocą „terapii.” Niektórzy z czytelników uśmiechną się z politowaniem: „Mundralek wymyślił se koncept i z zadowoleniem przekonuje, że to da się zrobić.” Jestem świadomy, że – jak w każdej trudnej terapii – część ze Zniewolonych nie będzie chciała się jej poddać. To normalne. W końcu jest to długi i bolesny proces. I dla nas, i dla nich (proszę mi wierzyć z trudem dotarłem z pisaniem do tego miejsca, już mi niedobrze, ale brnę dalej…)

Istotną częścią pokrętnego myślenia Niewolnych jest – jak pisał Abraham Twerski – zaprzeczanie, które „w uzależnionym, zniekształconym myśleniu jest w znacznej mierze spowodowane oporem wobec zmian. Jak długo ktoś zaprzecza rzeczywistości, tak długo może trwać przy swoich nawykowych zachowaniach.” Pamiętajmy zatem, że w czasie rozmów z nami o rzeczywistości, o Polsce, o polityce, o Smoleńsku, o szczepionkach, płaskiej ziemi, chemitrailsach, iluminati, ciapatych, przebiegunowaniu globu, Polin, desancie żydowskim, kondominium, Wielkiej Lechii, szkodliwym wpływie wszechobecnego promieniowania (poproszę o uwagi, o czym jeszcze zapomniałem, o jakiej rzeczy z zasobu postrzegania świata przez „masowego szura”, coś mi umknęło?) osoba z uzależnionym myśleniem będzie bronić się na wszystkie sposoby przed uznaniem rzeczywistości za taką jaka jest w istocie (czyli jaką?), bo to oznaczałoby potrzebę rozpoczęcia procesu fundamentalnych, trudnych dla tej osoby zmian. Zmian w sobie oraz zmian w postrzeganiu świata zewnętrznego (czym on jest naprawdę? Ale naprawdę?). A lęk przed takimi zmianami może być tak duży, że uzależnieni od matrixa wolą oszukiwać przede wszystkim samych siebie. To nie brak siły woli, ale raczej choroba woli i niezdolność do jej używania. Twerski zauważa, że „ to zaburzenie w myśleniu nie wpływa na inne obszary rozumowania. Zatem osoba, która charakteryzuje się uzależnionym myśleniem, może być inteligentna, mieć intuicję, zdolność przekonywania i wyciągania trafnych wniosków natury filozoficznej i naukowej. Specyfika uzależnionego sposobu myślenia polega na niezdolności do przekonywania samego siebie.” I nie jest odkrywczym fakt, że u znacznej części Zniewolonych taka postawa wynika z ich niskiej samooceny, tj. negatywnych uczuć, jakie człowiek żywi wobec siebie samego, a które często nie mają uzasadnienia w faktach. Jeśli my sami – Wolni Polacy (buchachachacha, to dobre, naprawdę dobre…)- chcemy pomóc sobie, to czas przyjąć, że to na nas spoczywa trudny obowiązek pomocy Niewolnym w zerwaniu ich kajdanów uzależnionego myślenia i wyciągnięciu ich z Hadesu. Wskazanie im, że – poza tymi, którzy robią to świadomie, dla zysku, cynicznie, z oportunizmu, z powodu głęboko zinternalizowanej postawy lokajskiej – reakcją większości spośród nich – Niewolnych – na własną niską samoocenę, jest niezauważalne dla nich zaakceptowanie świata „podstawionego” im przez real playerów. Świata skonstruowanego na nieprawdzie, na manipulacji, na fikcji, którego istotną częścią jest kłamstwo. Pustka. „Po prostu jeżeli człowiek czuje się niepewnie i uważa, że nie nadaje się do niczego, staje się bardziej skłonny do ucieczki od rzeczywistości” – pisze Twerski (Twerski to nowojorski Żyd, terapeuta uzależnień, wydaje mi się właściwym partnerem w tejże bajce, ideologiczną i psychologiczną podkładką pod niniejszy tekst pełen ckliwych pop-bredni). Zatem Zniewoleni uciekają do przygotowanej im przez macherów z zaplecza Krainy Oz, do Matrixa. I ludzie z uzależnionym myśleniem biorą tę „podstawioną rzeczywistość” za prawdę objawioną. Za swoją prawdę. Według takich osób np. III RP jest w pełni wolnym krajem, zieloną wyspą, miejscem o obowiązujących standardach demokratycznych, któremu „bliżej jest do Paryża niż do Moskwy” lub wierzą, że np. Warszawa jest celowo napromieniowana wszechobecnymi falami radiowymi albo że bombardują nas z nieba aluminiowym pyłem względnie pra-Polska była mocarstwową Wielką Lechią, i że nieprawdą jest, że Gabriel Maciejewski (ksywa „Gabi-Cycek”) swoim blogiem konkuruje z producentami leków na sen.

Idąc dalej (teraz się zaczyna niezła jazda), warto próbować uświadamiać im, że ich zniekształcone postrzeganie i zaburzone rozumowanie są podyktowane – poza niską samooceną – często także lękiem, niepewnością, wstydem. Osoby z uzależnionym myśleniem boją się, że jeśli wyrażą jakąkolwiek wątpliwość, co do „słusznej linii partii” lub linii „własnego guru”, bo przecież większość z zagospodarujących działki znaczeniowe w Polin ma swoją trzodę wyznawców, niektórzy z nich lubią ich nawet upokarzać, ale to im (wyznawcom) nie przeszkadza, ponieważ ich guru są np. bardzo mądrymi pisarzami i wydawcami, więc lubią, kiedy guru co dzień zapewnia ich o swej wyższości) to mogą zostać wzięci za wykluczonych, gorszych, uboższych, niedouczonych, niedostatecznie „światłych,” zacofanych, za nienowoczesnych, za mało światowych, za mało – o, mój Boże! – europejskich lub za bardzo europejskich, patriotycznych albo narodowych, za nienadążających za „mętnym nurtem” info-entertainmentu lub, wręcz przeciwnie, za bardzo w nim tkwiących… Lękają się po prostu że nie spełnią wyznaczonych przez matrix (patriotyczny, alternatywny, masoński,narodowy, nowoczesny, postnowoczesny, katolicko-reformowany, judejski, można wymieniać bez liku, w końcu to tekścik pomocny dla duraków ze wszystkich stron…) oczekiwań, że jeśli nie będą myśleć tak, jak nakazuje „nie-Moralna Większość” lub „Moralna Większość”, to inne upiory, zombie będą się z nich śmiać, wykluczą ich z obszaru szacunku. Nie będą przynależeć do „normalnego świata.” „Dopóki nie zdołamy im wykazać- zauważa Twerski – jak błędny jest ich sposób postrzegania, nie możemy się spodziewać zmiany reakcji i zachowań. Skoro obraz własnej osoby jest dla człowieka uzależnionego tak ważny, największy problem stanowi jego zniekształcone postrzeganie samego siebie.” Warto im zatem za każdym razem uzmysławiać, że niezauważalnie dla nich samych, w skutek zniekształconego obrazu samych siebie – którego podstawą jest lęk i niepewność – przechodzą bezwolnie na drugą stronę lustra: ku nieadekwatnemu postrzeganiu rzeczywistości. Do Krainy Czarów. Do Krainy Kłamstwa.

When the truth is found to be lies, And all the joy within you dies”

To przerażająco wielki sukces ostatnich stu lat rządów Zd-Rady Nieustającej (państwo „wewnętrzne” na usługach państw „zewnętrznych”) oraz zależnej od molocha zewnętrznego (tzw.„Nie-Życie”) machiny info-entertainmentu: miliony ludzi z uzależnionym, zdewastowanym myśleniem, o obniżonej samoocenie, podatnych na manipulacje. To jest ten dramatyczny aspekt realnej słabości potencjału Polski, braku szans w rywalizacji na rynku idei, uwstecznienia, wasalizacji, podobieństwa do antyrozwojowego postkolonialnego bantustanu. Całe tabuny albo bezwolnych i zniechęconych, albo mnóstwo takich, którzy – po latach życia w Nierzeczywistości – nawet nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, że to, co myślą i mówią, to tylko wysypujące się z ich ust ścinki zmanipulowanych treści, pomieszanych pojęć, frazesów, pakuły odwróconych prawd, trociny przeinaczeń, włókna fałszu… Całe pułki zombie dostających spazmów wściekłości, zaczynających kąsać, obrażać i miotać się w przekonaniu, że ktoś chce im zwalić nieboskłon na głowę, że ktoś chce wywrócić ich świat do góry nogami, kiedy spokojnie i rzeczowo, opierając się na faktach, bez agresji, tłumaczy się im, że „prawdy,” które biorą za swoje i w które wierzą, są tylko odpadem postprodukcyjnym Molocha Zniewolenia. W rozmowach z nimi (moja ulubiona część się zaczyna, boki zrywałem, pisząc to) pamiętajmy zatem, że prawie wszystkie mechanizmy obronne osoby uzależnionej od matrixa są często nieuświadomione przez nią, a główna funkcja tych mechanizmów sprowadza się do obrony tej osoby przed trudną do zniesienia świadomością. Bolesną dla nich samych świadomością status quo, stanu faktycznego. I dopóki osoba uzależniona, dzięki naszemu wsparciu, pomocy, dzięki własnowolnemu procesowi metanoi, nie uświadomi sobie tych mechanizmów, możemy niewiele zrobić, by je powstrzymać.

Jeden z tych mechanizmów, tj. zaprzeczanie u kogoś, kto myśli w sposób uzależniony – jak nadmieniłem wyżej – nie jest ani świadome, ani zamierzone, a osoba ta może szczerze wierzyć, że mówi prawdę. Obok zaprzeczania osoby te nieświadomie używają jeszcze dwóch dodatkowych mechanizmów obronnych: racjonalizacji i projekcji. Wszystkie trzy razem polegają na zniekształcaniu prawdy, ale osoba z uzależnionym myśleniem nie zdaje sobie z tego sprawy! Zrozummy zatem, że konfrontowanie ich zaprzeczania, racjonalizacji i projekcji z faktami świadczącymi o tym, że jest odwrotnie, mija się z celem!

Racjonalizacja i projekcja pełnią co najmniej dwie funkcje: wzmacniają zaprzeczanie i utrzymują status quo. Powtórzę zatem jeszcze raz: bezskuteczne i pozbawione sensu jest mówienie Zniewolonym („ja jestem ten wolny, ja jestem ten wolny ja jestem ten wolny”, powtarzam sobie notorycznie i wierzę w to, cóż to oznacza? Nie do końca mogę wyjaśnić, ale ja jestem z tych „wolnych”- powtarzaj tę mantrę) we wszelkich dyskusjach i sporach dotyczących naszej rzeczywistości, żeby przestali zaprzeczać, skończyli z racjonalizowaniem, czy zaniechali projekcji, skoro nie uświadamiają sobie, że to czynią. Najpierw trzeba im pomóc zyskać świadomość tego, co robią (to my, ci „wiedzący” już, „wolni”, mamy to robić naturalnie, „uwalniając” ich, wprowadzamy do kolejnej niewoli zwanej „wolnością”. Klasyka… niejeden zakrzyknie w tym miejscu, ale co z tą Polską, jak ją ratować?! Toć to paranoja. Dywersja, ja chcę jasnych rozwiązań. Zatem: Głosuj na Ruch Narodowy i na PiS! Na Kukiza i Koriwna. Pawla Śpiewaka i Lejba Fogelmana. Na PO, na wszystko głosuj, lub wszystko neguj, gardź demokracją, Radiem Maryja, episkopatem, kościołem katolickim, bądź za królem lub rabinem, wierz w wielkie miasta i płaską ziemię lub grom pederastów, lub bądź pedałem, słuchaj na necie Bartosiaka, Potockiego, Maciejewskiego, Gadowskiego, Michalkiewicza, Brauna, bądź zwarty i gotowy, świadomy, że hej! Lataj po netach, ufaj, że wiesz już więcej, dużo, wszystko, ba! Więcej niż wszystko! szukaj wszędzie Żyda, śledź dywersję i podpuchę, postrzegaj wszędzie Londyn i służby, i złe aluminium, odmawiaj różaniec lub wierz w Gaję, zacznij wydawać książki, bądź grzeczny lub pluj jadem, wkrocz, wkrocz w ten zabawny kociokwik myśli, idei i pełną piersią zakrzyknij: „Teraz już wiem i rozumiem!)

Jak zauważa Twerski: ich, tzn. „Zniewolonych”, „racjonalizacja oznacza podawanie „dobrych”, a więc możliwych do przyjęcia przyczyn. To nie oznacza, że wszystkie przywoływane powody są dobre. Niektóre są wręcz głupie, ale mogą być podane tak, że brzmią sensownie.(…) Racjonalizacje odwracają uwagę od prawdziwych przyczyn. Odciągają od prawdy nie tylko uwagę innych ludzi, ale też samej osoby z uzależnionym myśleniem. Zazwyczaj racjonalizacje brzmią sensownie, są więc bardzo zwodnicze i każdy może się na nie nabrać.” Gdyby zapytać taką osobę, dlaczego broni i wspiera obecną rządzącą szajkę, zazwyczaj poda mnóstwo świetnie brzmiących, racjonalnych wg niej powodów: „Popieram Tuska, Kaczyńskiego bo jego rząd jest ceniony w Europie lub właśnie dlatego, że Europa nim gardzi, niepotrzebne skreślić. Ta partia zapewnia mi spokój i nie czuję się zagrożony ekstremistycznymi zapędami katolsko-prawicowej mniejszości. To rząd, któremu się sporo udało, to rząd licznych sukcesów. Pełen fajnych ludzi. To w końcu rząd, dzięki któremu nie śmieją się z nas w świecie. To rząd na skalę naszych możliwości. Nasz rząd. Rząd normalności.” Z badań psychologicznych ogólnie wiadomo, że istnieje dość niezawodna praktyczna zasada, ze kiedy ludzie podają więcej niż jeden powód swoich poczynań, to zapewne racjonalizują. Zwykle każde działanie ma tylko jedną prawdziwą przyczynę. Racjonalizacja oczywiście wzmacnia zaprzeczanie. Racjonalizując powody swego działania/myślenia, w konfrontacji z faktami, osoby z uzależnionym od matrixa myśleniem zaprzeczają de facto, że nie myślą w wolny sposób, bo to by zmusiło je do przyznania przede wszystkim przed samym sobą – a to przecież boli jak cholera i przed tym się po prawdzie bronią – że przez tyle lat dawali się manipulować, a to już krok do przyznania, że są słabi albo nierozumni. Racjonalizowanie pozwala także utrzymać status quo: dzięki niemu nie trzeba przeprowadzać koniecznych zmian: „Mamy się świetnie, Polska to oaza spokoju. Kraj radosnych ludzi, kraj „Tańca z Gwiazdami,” kolorowych stadionów, wesołych pochodów z prezydentem na czele. Owszem mogłoby być więcej dróg i sprawniejszych sądów, ale cóż, takie jest życie. Inaczej się w tym kraju nie da. Takie są warunki.”

Kolejny mechanizm obronny osób z uzależnionym myśleniem, to projekcja. Oznacza ona przerzucanie winy na innych za to, za co w rzeczywistości jesteśmy odpowiedzialni my sami. Projekcja także wzmacnia zaprzeczanie: „ To nieprawda, że nie widzę, co się dzieje w naszym kraju. Ja po prostu uważam, że to wy osłabiacie Polskę swoimi nieodpowiedzialnymi teoriami i zachowaniem. Może i szybciej doszlibyśmy do prawdy o Smoleńsku (choć przecież Putin i Tusk już wszystko dawno wyjaśnili, a prezydent mówił, że nasz kraj zdał egzamin z tej próby!!!!!), gdyby nie to skandaliczne mieszanie w mętnej wodzie tego oszołoma Macierewicza! Jak można! Negować ustalenia niezależnej komisji w wolnym kraju? To jakieś szaleństwo i awanturnictwo!” Projekcja pomaga również osobom z zależnym myśleniem zachować status quo: „Dlaczego mielibyśmy w Polsce coś zmieniać? Może i nie jest idealnie, ale przecież dobrze o nas piszą w Europie i w Izraelu. Może rząd mógłby lepiej funkcjonować, ale to nie jest możliwe przez obstrukcję opozycji, Kaczyńskiego, Schetyny, Kukiza (niepotrzebne skreślić) i jego skandaliczne działania osłabiające nasz kraj. Ci ponuracy od patriotyzmu i machania szabelkami chcą nam zepsuć dobre samopoczucie. Wariaci. Nieodpowiedzialni ekstremiści. Dlaczego oni to robią? Nie widzą, że kraj rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej? Przecież w ten sposób niszczą nasz pozytywny obraz w świecie, w świecie ludzi światłych i europejskich lub patriotów.” To oczywiste, że obwinianie kogo innego całkowicie zwalnia osobę z uzależnionym myśleniem od odpowiedzialności za to, że sama nie wprowadza zmian w swoim postrzeganiu i zachowaniu. „Tak długo, jak będziesz mi to robił, nie możesz oczekiwać, że się zmienię” – mówią. Projekcja służy przede wszystkim trwaniu w uzależnionym myśleniu. Wszystkie przedstawione przez mnie trzy mechanizmy obronne używane nieświadomie – służą jednemu celowi: obronie własnej świadomości przed prawdą, stanem faktycznym.

Opisałem pokrótce sposób pokrętnego myślenia Zniewolonych m.in. po to, abyśmy nie tracili zbędnej energii tam, gdzie się to nie opłaca i używali jej skutecznie i z rozsądkiem tam, gdzie realnie możemy komuś „otworzyć oczy.” (niedobrze mi… ale piszę dalej….) Przede wszystkim, żeby Zniewoleni otworzyli oczy na samych siebie. Na swoje wnętrze. Musimy zatem – w miarę swoich możliwości i cierpliwości – pomóc przynajmniej części Niewolnym w osiągnięciu przemiany umysłu. Pomóc im w nauczeniu się adekwatnego postrzegania siebie samych i rzeczywistości (kiepska moralistyka, ale chyba wystraczająco dobra na większość „Wolnych”)

Takie otwarcie na siebie i na rzeczywistość, byłby dla nich poważnym krokiem ku przystosowaniu się do otoczenia, zrozumieniu i polubieniu samych siebie. Byłby to pierwszy poważny krok ku ich wolności, my zaś stalibyśmy się silniejsi ich siłą i samoświadomością. Dlatego warto to robić. Będzie to napotykało naturalnie zaciekły opór, nienawiść, niechęć ze strony – w odruchu manipulanckiej samoobrony – Zniewolonych, jak i przede wszystkim ze strony chroniących swoje „brudne zasoby” masters of puppets. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo…(Czy „Gazeta Polska” zechciałaby opublikować ten tekst pod nazwiskiem Targalskiego Jerzego lub Tekieli Roberta lub kogoś tam innego?)

W chwilach trudnych, niech wsparciem będą dla nas słowa modlitwy: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagi, abym zmieniał to , co mogę zmienić i – mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.” Niech wsparciem będzie również pamięć o naszych dziadach (to słaba część, ale jakoś nie mogłem tu być bardziej kreatywny) którzy w przeszłości nie z takiej opresji się wydobywali. Warto też w dyskusjach z nimi pamiętać o kilku prawdach: że Człowiek Wolny musi mieć adekwatną wiedzę o rzeczywistości. Człowiek Wolny musi posiadać system zasad i wartości, który stanowi podstawę dokonywania wyborów oraz – przede wszystkim – że Wolny Człowiek ma ukształtowany, niezniekształcony, niezmanipulowany obraz samego siebie. Zatem, starajmy się na tyle, na ile stać każdego z nas, pomóc swoim Współbraciom wyrwać się spod władzy chocholej muzyki:

Zbierajcie się, póki czas,

byśwa byli radzi z was,

a nie stali jak te ćmy

albo kpy;

Co kto ma, do ręki brać,

na podwórze wyjść i stać;

Tam już ludzie som,

co się sami rwiom

HERCULES INVICTUS!

Niektórzy z Wolnych mogą zapytać, dlaczego w ogóle warto wyrwać spod władzy real playerów tylu, ilu się da spośród Zależnych? Czyż nie lepiej zostawić ich samym sobie? Otóż – jak pisałem – musimy pomóc im, aby uratować siebie. Tylko wspólne wyjście z grobu ocali kraj. Wymaga tego od nas interes narodowy, logika potencjału, wpływów, możliwości etc., ale przede wszystkim, co o wiele ważniejsze, wymaga tego od nas chrześcijańskie miłosierdzie. Po prostu warto hołdować zasadzie: Nobody is left behind. (Uwaga, teraz niezła jazda się zaczyna, pełen bal wampirów…lecę teraz niemal jak wielkanocne wydanie „OdRzeczy” lub inne „Arcana”) Jak powiedział Benedykt XVI – życie chrześcijańskie jest pro-egzystencją: życiem dla innych, pokornym zaangażowaniem wobec naszych bliźnich: dla dobra wspólnego.” Ojciec Święty w orędziu na Wielki Post z 2012 r. mówił, że dwoma aspektami spośród trzech życia chrześcijańskiego (poza osobistą świętością) są: troska o Bliźniego oraz wzajemność. „Nie należy milczeć w obliczu zła. Mam tu na myśli postawę tych chrześcijan, którzy przez szacunek dla człowieka lub po prostu z wygodnictwa dostosowują się do powszechnie panujących mentalności, zamiast ostrzegać swych braci przed tymi sposobami myślenia i postępowania, które są sprzeczne z prawdą i nie prowadzą do dobra. Upomnienie chrześcijańskie nie jest jednak nigdy formułowane w duchu potępienia czy oskarżenia, wypływa zawsze z miłości i miłosierdzia i rodzi się z prawdziwej troski o dobro brata. (…) W naszym świecie, przesyconym indywidualizmem, trzeba na nowo odkryć, jak ważne jest upomnienie braterskie, aby razem podążać do świętości. (…) Apostoł Paweł zachęca, by dążyć do tego, co „służy sprawie pokoju i wzajemnemu zbudowaniu” (Rz 14,19), starając się o to, „co dla bliźniego dogodne – dla jego dobra, dla zbudowania.” (tamże 15,2), nie szukając własnej korzyści, „Lecz dobra wielu, aby byli zbawieni” (1Kor 10,33). To wzajemne upominanie i zachęcanie w duchu pokory i miłości winno być częścią życia wspólnoty chrześcijańskiej. (…) nasze życie i życie innych są współzależne, zarówno w dobru, jak i w złu; tak grzech, jak i uczynki miłości mają również wymiar społeczny.”

Oczywiście, do tego potrzeba anielskiej cierpliwości. To naraża mnie na upokorzenia, cyniczny rechot, pogardę, przemoc, opluwanie i wyzwiska ze strony zombie (potrzeba poświęcenia jako czynnik konstytuujący poczucie lepszości). Zaś ze strony części Świadomych usłyszę, że nie warto tego robić, bo to na nic, że trzeba przetrwać ten podły czas w kokonie, a w ostateczności, w sytuacji wykarczowania resztek godności i niezależności w tym Priwislinskim Kraju – emigrować. Jak w czasach Zaborów. Ratować co się da. Nie przyjmuję tej optyki. Jeśli chcę współtworzyć Wolną Ojczyznę opartą na Wspólnocie Partycypacyjnej (no, no, no, jestem pod wrażeniem, przeszedłem sam siebie…), to pamiętam o tym, że nie mogę się poddawać, bo „pomyślność dźwiga ludzi w górę, natomiast niepowodzenia są kamieniem probierczym cnoty.” . Powtórzę raz jeszcze: według mnie bez wspólnego wyrwania się z Hadesu, spod władzy rządzącej nami szajki (masoni, Żydo-Pisowcy, Niemcy z PO, pedały, judeokatolicy, NWO, wybierzcie, co wam się podoba) nie damy rady zbudować silnej, w pełni niepodległej Nowej Polski (lubię te wielkie litery). Nie jestem naiwny, wiem, że podobnie jak w przeszłości, pewna część – z wygody, oportunizmu, strachu, nienawiści do nas i do Polski – nie będzie chciała wyzwolić się i będzie chciała funkcjonować, jako upiory, zombie. Trudno. To przecież ich wybór. Ale wierzę, że – jak naucza mnie św. Paweł – po prostu warto, abyśmy służyli „(…) niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa, ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich.” Zaś Ober- upiorom III RPRL, chcącym pozostać we współtworzonej przez siebie Ułudzie, w Hadesie, w mentalnej Niewoli, tym czującym do nas pogardę różnym Czesławom Kiszczakom, Jarosławom Kaczyńskim, Aleksandrom i Eugeniuszom Smolarom, Antonim Macierewiczom, Lejbom Fogelmanom, Dodom, Gowinom i Glińskim, Michalom Schudrichom, Tomaszom Lisom i Marcinom Rolom, Wojciechom Jaruzelskim, Jonnym Danielsom, Andrzejom Wajdom, Alikom i Gieniom Smolarom, Stanisławom Cioskom, Jakubom Wojewódzkim, Kaziom Wóycikim, Jerzym Urbanom i Adamom Michnikom i Witoldom Gadowskim, Markom Dukaczewskim, Jarosławom Sellinom, Kaziom Szczukom, tym wszystkim Stuhrom, Aleksandrom Kwaśniewskim, Monikom Stokrotkom, Gromosławom Czempińskim, braciom Karnowskim, Andrzejom Dudom, Tomaszom Sakiewiczom, Donaldom Tuskom, Leszkom Piotrowskim, Millerom i Balcerowiczom, Agnieszkom Hollandom, Tomaszom Grossom, Stefanom Michnikom, Lesławom Maleszkom oraz Księdzom Bonieckim, biskupom Pieronkom, Tomaszom Turowskim, kardynałom Nyczom i Dziwiszom, i wielu, wielu innym, nie oglądając się na nich, rzeknijmy na „do widzenia”:

Pon ino widzisz pchły,

pchły, świecidła, rosę, ćmy,

a nie chcesz znać, co som my:

że w nas dnieje, dusa świci,

że zarucko kur zapieje,

że na nas czekają w mieście,

że nas tu jest ze dwiedzieście,

z kosom, cepem, żelaziwem

i że to, to nie som sny.”

Zatem (uff, jesteś tu jeszcze czytelniku? Jak wiele razy womitowałeś już podczas lektury?): Mój Współbracie, zwracam się do Ciebie pełen dobrej woli. Wiem, że moje ocalenie zależy od Twojego ocalenia. Wiem, że powodzenie nasze zależy od tego, czy uda nam się razem powrócić z otchłani ku Nowemu Wyzwoleniu. Nie ma we mnie pychy, ni obłudy, wsadzam sobie w kieszeń poczucie wyższości, bo ja widzę, a ty jesteś bezwolny, bierny lub jesteś pełen uzależnionego myślenia. Ta świadomość nic mi nie daje. I nas nie uratuje. Bez Ciebie – mimo wszystko – nie dam rady… Słyszysz? Część Uwolnionych woła na mnie z góry, żebym dał sobie spokój, żebym nie był beznadziejnie naiwnym, żebym Cię zostawił w tym grobie, w tej czeluści. Że to na nic. Że z upiorem się nie gada, że się go przecież nie przekona, ale go zostawia w Hadesie, że nie ma dla niego powrotu. Ale ja nie mogę tego zrobić. Nie tylko dlatego, że zabrania mi tego moja wiara. Nie. Ja po prostu zrozumiałem, że czekaliśmy daremnie na naszego Herkulesa, który przyjdzie i uwolni nas z Podziemi, i wywiedzie nas ku powierzchni. Czekaliśmy daremnie, bo tak naprawdę siła i ocalenie tkwią w nas samych. To my sami jesteśmy wyczekiwanym Herkulesem. My wszyscy. Nie z osobna. My wszyscy. Tylko my – świadomi i ci nieświadomi – stanowimy paradoksalnie jedno. Zrozum, nie mam innego Współbrata. Mam tylko Ciebie (no, bez przesady, z Palestyny nadlatują nowi bracia). Nie mam po prostu nikogo innego. (Zatem, pamiętaj, dajmy szansę PiSowi, nich rządzą jeszcze jedną kadencję, nie mogli zrobić więcej, choć bardzo się starali, a i tak już, wszyscy to wiedzą, zrobili dużo; tak, są błędy i wypaczenia, ale niech te minusy nie przysłonią nam plusów…)

Wiem, że chcą, abyśmy sobą gardzili, nie rozmawiali ze sobą, chcą nas obu trzymać w zniewoleniu, jak dwa psy szczekające na siebie, bo dzięki temu mają nad nami władzę i mogą nas rozgrywać. I nawet gdybym wyszedł tam na powierzchnię, to sumienie i pamięć nie pozwoliłyby mi żyć i funkcjonować, bo ciągle miałbym przed oczyma Twoją postać oddalającą się, niknącą w ciemnościach, znikającą. Ciągle, do końca moich dni pamiętałbym, że jakaś część Polski została tam w mroku, sama i nikomu niepotrzebna… W końcu – mimo wszystko – bez Ciebie ta Polska byłaby także niepełna (hasło PiS w 2019?)…Więc chodź, podaj mi dłoń, wyjdźmy razem ku powierzchni, wyrwijmy się wreszcie z bronowickiej chaty na krakowski gościniec (jak wołał Czepiec: „Tam w Krakowie już wszystko gotowe!” – jak bym słyszał Szczerskiego Krzysztofa lub Nowaka Andrzeja w fartuszkach), w kierunku porannych zórz. Nie bójmy się i pełną piersią razem zakrzyknijmy: Hercules invictus! tak głośno, „aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody, serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody.” (śpiewa Maciek Maleńczuk). Zróbmy na początek pierwszy wspólny krok. Możemy razem pójść ku prawdzie (z Macierewiczem Antonim i Gadowskim Witoldem) , bo – jak mówi Benedykt XVI: „rzeczywiście prawda jest tęsknotą człowieka, a jej poszukiwanie zawsze zakłada doświadczenie prawdziwej wolności. Jednakże wielu ludzi woli skróty i stara się unikać tego zadania, niektórzy, jak Poncjusz Piłat, ironizując co do możliwości poznania prawdy, głoszą niezdolność człowieka do jej osiągnięcia lub przecząc, że istnieje jedna prawda dla wszystkich. Taka postawa, podobnie jak w przypadku sceptycyzmu i relatywizmu, dokonuje przemiany serca, czyniąc ludzi zimnymi, chwiejnymi, dalekimi od reszty i zamkniętymi w sobie. Osoby, które obmywają sobie ręce jak rzymski namiestnik i pozwalają płynąć rzece dziejów, sami się nie angażując. (…) Bóg stworzył człowieka z wrodzonym powołaniem do prawdy i z tego względu obarczył go rozumem. Tym, co wspiera wiarę chrześcijańską z pewnością nie jest irracjonalność, lecz głód prawdy. Każda istota ludzka musi poszukiwać prawdy i wybierać ją, kiedy ją znajdzie, nawet jeśli będzie musiała ponosić ofiary. (…) Tylko odrzucając nienawiść oraz ślepotę i zatwardziałość naszych serc, będziemy wolni i zakiełkuje w nas nowe życie.”

Więc, proszę, chwyć mocno moją dłoń. „Od tej pory żyć zaczniemy – coś wielkiego!” Razem wyjdziemy ku światłu. Uwierz mi, wolność jest tuż…

Krasnopol, 9 września 2018